Portal Aktywni.pl korzysta z plików cookies. Korzystając z serwisu zgadzasz się na ich przyjmowanie. Zapoznaj się z naszą polityką cookies. Zamknij powiadomienie.

Aktywna strefa Forum

Zaloguj się przez Facebooka

Rower »
» "Kolarz sprawdza się w momentach kryzysowych"
Które wydarzenie ważniejsze? Wybierz!
vs


Aktywne pojedynki: zobacz rankingi zdjęć »
rozstrzygaj pojedynki
dodawaj zdjęcia
sprawdź kto wygrał

"Kolarz sprawdza się w momentach kryzysowych"

Mojakontuzja.pl
Data publikacji: 2011-11-03

Tagi: kolarstwo, kolarstwo górskie, kolarstwo szosowe, kontuzje, rower, tomasz marczyński, urazy Rower

Kolarstwo szosowe to nie tylko jazda na rowerze, ale także ćwiczenia ogólnorozwojowe, zbilansowany odpoczynek, właściwa motywacja i psychiczne nastawienie do zawodów. Sezon kolarski trwa około 10 miesięcy i bywa niezwykle wyczerpujący dla organizmu zawodników. O specyfice uprawiania tej dyscypliny oraz o występującym w niej ryzyku kontuzji opowiada Tomasz Marczyński, mistrz Polski w kolarstwie szosowym.

Galeria artykułu

Jak wyglądały początki Pana przygody z kolarstwem?

Jak każdy dzieciak, uganiałem się w młodości za piłką. Kiedy jednak weszła moda na rowery górskie, zainteresowałem się tym tematem – to był koniec lat 90. Na poważnie zająłem się kolarstwem na przełomie 1998 i 1999 roku. Od tamtego momentu minęło więc już około 13 lat.

I od tamtego momentu jeździ Pan na najwyższym poziomie, a dziś uznawany jest za czołowego polskiego kolarza?

To są lata intensywnej pracy. To nie tylko jazda na rowerze, ale również – szczególnie zimą – ćwiczenia ogólnorozwojowe, zbilansowany odpoczynek, właściwa motywacja i psychiczne nastawienie do zawodów. Bardzo dużą rolę w osiąganiu sukcesów odgrywa strona mentalna. Do tego dochodzi charakter człowieka – jeśli masz swoje cele i ambicje, pomimo różnych trudności, nie przestajesz walczyć. To oznacza, że znalazłeś się na właściwej drodze.

Organizm często zawodzi?

Sezon kolarza jest bardzo długi. Trwa 10 miesięcy, później następuje miesiąc roztrenowania, wakacji, a kolejny to już przygotowania do następnej edycji. Przez większą część roku człowiek musi utrzymywać pewien pułap zarówno pod względem treningowym, jak i wyścigowym. To jest jednak moja praca, moje życie, i nawet wtedy, gdy kończy się sezon, staram się utrzymywać pewne tempo.

Korzysta Pan jeszcze z samochodu?

Jasne, że tak! Nieustannie gdzieś się przemieszczam – czy to na lotnisko, czy to między hotelami. Cały czas jestem w rozjazdach, więc auto bardzo mi się przydaje.

Jak wygląda Pana dzień?

W sezonie zawsze wstaję rano, jem śniadanie, potem mam godzinkę na przygotowania. Zazwyczaj trenuję od 2 do 6 godzin dziennie na rowerze. Popołudnie to zwykle regeneracja, czyli masaże, wypoczynek. Trenuję praktycznie 6 dni w tygodniu, a nawet i w ten wolny staram się trochę poruszać i pojeździć na rowerze. To lepsze, niż gdybym nic nie robił od rana do wieczora.

Kolarstwo sprawia wrażenie dość żmudnej dyscypliny. Takiej dla prawdziwych fanatyków.

Myślę, że wiele zależy od tego, jak wyglądają efekty pracy. Jeśli są wyniki, ma się pozytywne nastawienie. Gorzej, kiedy troszkę nie idzie, wówczas można się do tego sportu nieco zniechęcić. Momenty kryzysowe najlepiej pokazują, czy komuś zależy na kolarstwie, czy też nie. Jeśli człowiek jest zdeterminowany, to będzie umiał odnaleźć chęci. Nie ukrywam, że zdarzają się trudne chwile, kiedy jest naprawdę ciężko. Gdy jednak uda się je przezwyciężyć, sukces smakuje zupełnie inaczej.

Jaki jest Pana rekord, jeśli chodzi o liczbę przejechanych kilometrów?

Nie chodzi o to, aby jeździć jak najdalej, ale o to, by trenować jak najefektywniej. Proszę mi wierzyć, że mógłbym przejechać nawet 350 czy 400 kilometrów, gdybym tylko chciał, i mogę się nawet o to założyć. W kolarstwie ważna jest jednak rozwaga, trening powinien być przemyślany. Rocznie pokonuję około 27 000 kilometrów, najwięcej przejechałem ok. 270 jednego dnia.

Przy takim obciążeniu, kontuzje muszą pojawiać się niemal non-stop.

I często mają one charakter przeciążeniowy, choć da się je w pewnym stopniu ograniczyć, jeśli jeździ i trenuje się od lat. Podczas wyścigów zdarzają się również wypadki, które mogą być bardzo niebezpieczne. Wielokrotnie startujemy w zawodach, kiedy pada deszcz lub kiedy trasę spowija mgła. Chwila nieuwagi, dekoncentracji, najechanie na jakiś kamień i konsekwencje mogą być bardzo przykre. Tym bardziej, że jeździmy na przykład z prędkością 100 kilometrów na godzinę.

Czym by się Pan zajmował, gdyby nie zajmował się Pan kolarstwem?

Znając swój charakter, musiałbym robi coś, co zmusza mnie do ruchu. Po zakończeniu kariery chciałbym więc pozostać w sporcie, czy to jako trener, czy to jako jakiś dyrektor sportowy. Staram się zawsze żyć aktywnie.

Kiedy następuje kres kariery kolarza?

Zależy to oczywiście od indywidualnych predyspozycji, choć można przyjąć, że 40. rok życia to taka górna granica uprawiania kolarstwa.

Rozmawiał Artur Wiśniewski

Jeszcze nikt nie dodał tego artykułu do ulubionych
Zaloguj się, aby zapisać w ulubionych

Masz konto na portalaktywni.com?

Nie pamiętasz hasła? | Zarejestruj się

Dodaj komentarz

Nie musisz zakładać konta, żeby podzielić się swoją opinią. Dodaj komentarz już teraz.

dodaj komentarz

Dodaj komentarz

imię lub nick: *

wróć

adres e-mail: * (adres e-mail nie będzie widoczny)

wpisz tekst z obrazka *

* - pola wymagane
Polecane na Aktywni.pl
Aktywne Pojedynki
Które wydarzenie ważniejsze? Wybierz!
vs
Reklama
Reklama
Zgłoś uwagi

Zgłoś uwagi do strony Aktywni.pl